"Wylewano pomyje. Tyle nieszczęść i cierpienia". Lekarz o Mai Chwalińskiej
Finał turnieju Roland Garros 2026 kobiet odbędzie się w sobotę 6 czerwca 2026 r. na korcie Philippe-Chatrier w Paryżu. Początek ok. godz. 15. O zwycięstwo zawalczą Rosjanka Mirra Andreeva i Polka Maja Chwalińska.
Już teraz 24-letnią Polkę okrzyknięto sensacją turnieju. Chwalińska nie była brana pod uwagę jako ewentualna zwyciężczyni, nikt nie dawał jej nawet szans na ćwierćfinał. Dotychczas pochodząca z Miechowa (woj. małopolskie) zawodniczka nie miała nawet sponsora.
Lekarz Jan Paradowski, chirurg-ortopeda, który pomógł tenisistce w poważnych problemach zdrowotnych, a obecnie towarzyszy jej w Paryżu, opowiada, że "tego sukcesu i tej sytuacji, tu i teraz, nikt z nas się nie spodziewał".
"Oczywiście bardzo liczyliśmy na dobry wynik jadąc na turniej, bo zawsze walczymy o najwyższą stawkę, zwłaszcza Maja. Znam Maję i wiem, że to jest perfekcjonistka i osoba z wielkimi ambicjami, w dobrym tego słowa znaczeniu. U niej to nie jest buta, ani arogancja. Ta dziewczyna od lat marzyła, od dziecka, naprawdę od dziecka o tych największych sukcesach. I to też powodowało, że przeżywała, gdy przez tyle lata nie udawało się osiągnąć takiego sukcesu, w jaki celowała i na który ciężko pracowała. W związku z tym chyba jedyną osobą w tej sytuacji, twardo stąpającą po ziemi, jest właśnie Maja. Dzięki temu osiąga kolejne sukcesy, nie zatrzymując się choćby na czwartej rundzie, co już było gigantycznym osiągnięciem, bo dawało dużo punktów do klasyfikacji. Teraz zapewniła sobie dalszy rozwój nie tylko przez cały rok, dzięki możliwości uczestniczenia w największych turniejach, ale wierzymy, że na lata dalszej kariery. Zapewniła sobie komfort tenisowego funkcjonowania" – wskazuje w rozmowie z Interią.
"To jest gigantyczna historia"
Lekarz podkreśla, że Chwalińska "bardzo ciężko pracowała i postęp, który ja obserwuję w ostatnich miesiącach, właściwie w ostatnim roku, jest fenomenalny przede wszystkim w przygotowaniu motorycznym". "To efekt gigantycznej pracy, wieloletniej konsekwencji dzień po dniu bardzo doświadczonego i wspaniałego głównego trenera, a zarazem osoby bardzo ciepłej, dobrej i skromnej. Przede wszystkim jednak świetnego specjalisty. To wszystko rzeczywiście dało podstawy ku temu, byśmy mieliśmy nadzieję, że w końcu sukces nastąpi. Nikt nie sądził, że to będzie aż finał Wielkiego Szlema, ale Maja zaczęła iść krok po kroku, realizując sukcesy w turniejach niższej kategorii. Przy czym tego, co zrobiła w Paryżu, nikt się nie spodziewał, może właśnie poza twardo stąpającą po ziemi Mają" – stwierdza.
Paradowski podkreśla, że zarówno sportsmenka, jak i jej menadżer Piotr Szczypka, przeszli razem wiele trudności. "Ile nieszczęść, ile cierpienia, ile nieprzyzwoitości i niegodziwości ich spotkało, a Piotr stał przy Mai. Najpierw ją poznał, zaprzyjaźniał się z rodziną, stali się sobie bardzo bliscy. Wierzył w nią niezłomnie przez 15 lat, gdzie każdy mówił, że jest za niska, nie umie, to bez sensu, nie damy pieniędzy, odczepcie się i tak dalej... To jest gigantyczna historia. Na pierwszym miejscu umieściłbym Maję, a na drugim Piotra" – podsumował sztabowiec polskiej tenisistki.